Legenda rodzinna. Michał i Pelagia.

Michał Zenderowski i Pelagia z Grüningów to moi macierzyści pradziadkowie. Zanim dotarłem do jakichkolwiek dokumentów, cała wiedza o nich pochodziła od babci Józefy, czy raczej Ziuni, jak mówiliśmy na nią my – jej wnukowie. Dziadek sam z siebie nie wspominał swojego dzieciństwa. Z opowiadań babci zapamiętałem kilka wątków. Wiele z tych opowieści powtarzała moja mama i jej siostra Joanna. Myślę, że wszystkie te opowieści miały wspólne źródło: wspomnienia dziadka z dużo wcześniejszych czasów. W skrócie historia wygląda mniej więcej tak:

Michał Zenderowski pochodził z Sosnowca. Tam mieszkała jego rodzina, w tym mieście jego brat Stanisław miał aptekę. Michał miał zostać księdzem. W tym celu studiował we Włoszech teologię. Mama mówiła, że w Bolonii, Joanna, że w Padwie. Jednak ze względu na stan zdrowia – podobno miał problemy ze słuchem – przerwał studia i został aptekarzem.

Ojciec Pelagii Grüning (babcia zawsze podkreślała pisownię nazwiska) był inżynierem, który przyjechał do Łodzi budować fabrykę włókienniczą. Pochodził ze Szwecji. Tak więc Pelagia była Szwedką.

Po ślubie i urodzeniu się syna Jerzego Michał i Pelagia wyjechali do Pleszewa i tam byli właścicielami apteki. Wkrótce potem Michał zmarł nagle na „ślepą kiszkę”, bo za późno został dowieziony do szpitala. Po jego śmierci Pelagia sprzedała aptekę Suchockim(?!) i wyjechała do rodziny do Łodzi. Tam także umarła młodo i osierociła małego Jurka. Ten wychowywał się u ciotki, siostry Pelagii.

Pelagia i Michał Zenderowscy z małym Jurkiem (moim dziadkiem). Około 1910r.
Pelagia i Michał Zenderowscy z małym Jurkiem (moim dziadkiem). Około 1910r.

W początku wieku dość często wyjeżdżałem w delegacje. Był taki rok, w którym kilkakrotnie byłem w Kaliszu. Za każdym razem przejeżdżając przez Pleszew myślałem o rodzinnej legendzie o aptece Zenderowskich. Pewnego dnia znalazłem się tam w godzinach pracy urzędów i postanowiłem spróbować. Zatrzymałem się na rynku i wstąpiłem do Urzędu Stanu Cywilnego. Opowiedziałem zapamiętaną historię pracującym tam paniom, które bardzo się nią zainteresowały. Pani kierowniczka przyniosła z archiwum grubą księgę i zaczęliśmy poszukiwania.

Już po półgodzinie znaleźliśmy. Pod datą 8 stycznia 1913 roku zapisany był akt zgonu Michała Zenderowskiego – aptekarza. Kierowniczka wyjęła druki i wkręciła je w maszynę do pisania, żeby sporządzić odpis. Zaczęły się kłopoty, bo tekst był napisany po niemiecku, gotykiem no i oczywiście odręcznie. Poza tym nie wszystkie informacje pasowały do współczesnego formularza. Wielu danych nie sposób było w nim zapisać, a byłoby szkoda je utracić. I wtedy pani kierowniczka zrobiła coś, co wówczas nie było do końca legalne a dzisiaj jest coraz częstszą praktyką – zrobiła kserokopie tej strony księgi.

Akt zgonu Michała Zenderowskiego.
Akt zgonu Michała Zenderowskiego.

A potem próbowaliśmy odczytać treść dokumentu. Pani zasugerowała, że miejscem zamieszkania jest Chorzew leżący w pobliżu Pleszewa. Ale później przy dokładnym wczytaniu się w akt nabrałem wątpliwości. Poprosiłem o pomoc na portalu genealogicznym GENPOL. Odpowiedział mi Piotr Gerasch – dzisiaj członek Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Częstochowskiej. Zasugerował, że miejscowością tą jest Chocz – leżący nad graniczną Prosną po stronie rosyjskiej. Było to w tamtym czasie często praktykowane. Mieszkanie i utrzymanie w zaborze rosyjskim było tańsze, a praca w Prusach korzystniejsza. Odległość nie była duża, to raptem 12 kilometrów. Znacznie później znalazłem potwierdzenie w Kalendarzu Kaliskim na rok 1914 (odnalezionym w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej), że Michał dzierżawił w Choczu aptekę od Michała Pierwocha (albo Pierwochy).

Akt zgonu Michała był pierwszym „zdobytym” dokumentem w mojej genealogicznej przygodzie. Znalazłem w nim, jako pierwszy w rodzinie, imiona i nazwiska rodziców Michała i potwierdzenie, że mieszkali w Sosnowcu. Można było połączyć drzewka mojej gałęzi Zenderowskich i wszystkich dotychczas odnalezionych.

Do tej pory nie udało mi się potwierdzić legendy, że Zenderowscy mieli aptekę w Pleszewie. Co ciekawe, babcia opowiadała o sprzedaży apteki Suchockim jeszcze w latach osiemdziesiątych. Nikt jeszcze nie wiedział, że Hanna Suchocka będzie osobą publiczną. Kiedyś jadąc nocą słuchałem radiowej rozmowy z p.Suchocką. W rozmowie tej wspominała o aptece „Pod Orłem” w Pleszewie, która przed wojną należała do jej dziadków. Może jeszcze pokuszę się odszukanie jakichś śladów.

Jedna myśl na temat “Legenda rodzinna. Michał i Pelagia.”

  1. Sławku, koniecznie musisz prześledzić sprawę apteki – to może być bardzo ciekawe … swojego czasu trafiłeś na ludzką urzędniczkę, której się chciało 🙂 Zawsze twierdzę, że urzędnik to też człowiek 😉 i jak okaże mu się trochę zrozumienia i „weźmie pod włos” to nawet z początku oporny zmięknie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *