W stanie wojennym…

…byłem w wojsku. Tzw. bilet przynieśli mi do domu żandarmi (wtedy nazywało się to Wojskowa Służba Wewnętrzna) w Wigilię 1981 roku. A już 7 stycznia meldowałem się w wyznaczonej jednostce w Wałczu. Kiedy po kilku tygodniach (już po przysiędze) mogłem wybrać się na przepustkę, odwiedziłem dom rodzinny. Wtedy moja babcia Ziunia (tak nazywały ją wnuki), Józefa z Bahrynowskich Zenderowska wspomniała, że niedaleko Wałcza leży wieś Szwecja i w tej wsi mieszka jakaś rodzina dziadka Jerzego. Niestety nie udało mi się tam wybrać. A i chęci chyba nie były wielkie.

Ale „co ma wisieć…”

Kiedy nawiązaliśmy kontakt z Wojtkiem, przypomniałem sobie o Szwecji. W jednym z maili zapytałem go o to. Okazało się, że rzeczywiście to oni tam mieszkali. Tyle, że dużo wcześniej dorastające dzieci rozjechały się po kraju a Michał z żoną przenieśli się do Szczeglina pod Koszalinem.

Skąd się tam wzięli, skoro zdjęcie w ogrodzie (poprzedni wpis) było zrobione w Byczynie (opolskie)? Michał miał tam aptekę. Prywatna apteka w tym czasie był nieprawomyślna, więc ją znacjonalizowano, a Michała umieszczono jako naczelnika poczty na wsi na Ziemiach Odzyskanych. Acha, Szwecja w rzeczywistości nazywa się Nowa Szwecja, leży około 10 kilometrów od trasy Wałcz – Piła.

Kolejne maile i wiele rozmów telefonicznych z Wojtkiem pozwoliły ustalić potomków jego dziadka, który był bratem mojego pradziadka Michała. Wkrótce poznałem (odwiedziłem) całe jego rodzeństwo. Później również ich dzieci, z którymi utrzymujemy kontakt do dzisiaj. Wojtka odwiedziłem gdzieś po roku.

Do dziś pamiętam pierwsze spotkanie z jego bratem Jerzy Zenderowskim. W swojej pracy zawodowej bardzo często wyjeżdżałem w delegacje. Krótko po tym, gdy od Wojtka dowiedziałem się, że Jurek mieszka w Wędrzynie koło Sulęcina, byłem akurat w pobliskim Międzyrzeczu. Postanowiłem złożyć niezapowiedzianą wizytę. Przed wyjazdem zaopatrzyłem się w pozbierane z domowego archiwum fotografie rodziny Zenderowskich. Pozostał problem, jak znaleźć go w Wędrzynie. Od swoich kolegów z Międzyrzecza dowiedziałem się, że jest to osiedle wojskowe na tzw. zielonym garnizonie (Jurek był zawodowym żołnierzem). Nb. dzisiaj jest tam duży poligon gdzie trenują wojska NATO.

Przed wyjazdem z Międzyrzecza poprosiłem o dostęp do komputera i sprawdziłem pocztę. A tam mail od Wojtka z dokładnym adresem Jurka. To trzeba mieć szczęście!

Pojechałem, znalazłem blok, mieszkanie, pukam. Otwiera mi kobieta. Przedstawiam się i mówię, że przyjechałem do pana Zenderowskiego. Prowadzi mnie do pokoju, w który przy stole siedzi dwóch ludzi. Chwila konsternacji, ale po chwili stwierdzam, że jeden z nich to jak skóra zdjęta z mojego św. pamięci dziadka (też Jerzego) Zenderowskiego. Przedstawiam się ponownie i mówię: – Moje nazwisko nic Panu nie powie, ale moja mam to Bożena Zenderowska…

Gdybym wiedział, że Jurek jest chory na serce, pewnie inaczej bym to zaplanował. Za kilka dni jeszcze raz jechałem do Wędrzyna, tym razem z mamą. Oboje doskonale pamiętali się z lat pięćdziesiątych z Byczyny (to tam było zrobione zdjęcie z poprzedniego wpisu).

To było wiosną 2001 roku, a latem pojechaliśmy z rodzicami do kolejnego brata Wojtka – Romka mieszkającego w Nidzicy. A w powrotnej drodze do ich siostry Mirki w Szczecinku. Z Mirką mieszkała wówczas ich matka Józefa z Niedzielskich Zenderowska (na zdjęciu z Byczyny stoi z prawej strony).

Spotkanie po prawie pół wieku (moja mama i Józefa Zenderowska w Szczecinku).
Spotkanie po prawie pół wieku (moja mama i Józefa Zenderowska w Szczecinku).

Mama była bardzo zainteresowana poszukiwaniami. Dopingowała mnie, sama podpowiadała kolejne ślady. Nawiązywała zerwane w przeszłości kontakty z rodziną. Po odnalezieniu Wojtka Zenderowskiego jasnym było, że wśród tej gałęzi rodu będziemy najpierw ustalać pokrewieństwa. Wtedy funkcjonowały jeszcze książki telefoniczne. Odnaleźliśmy Zenderowskich w Warszawie. Mama zadzwoniła i tak rosło pierwsze drzewo.

Po roku miałem już drzewko z wszystkimi potomkami prapradziadków Zenderowskich z Sosnowca. Oni sami stanowili białą plamę – nikt nie znał ich tożsamości.

PS. Przy okazji tego wpisu zajrzałem do teczki z dokumentami z tego okresu. A tam kopalnia wiedzy, która nie znalazła się wtedy w drzewie. Były to szczątki wspomnień, odkopane adresy, telefony. Po tylu latach zapomniałem, że miałem m.in. wydrukowane niektóre maile od Wojtka, zdjęcia z jego albumu, zrzuty ekranu mojej ówczesnej strony na republika.pl. Ale będę miał uzupełniania w bazie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *